Koncert jubileuszowy Kasy Chorych - Białystok 6 . 06. 2008
Jubileuszowy koncert zespołu miał się odbyć już w 2006 roku. Jednak zbieg pewnych niekorzystnych okoliczności i działania "złych ludzi" skutecznie storpedowały te plany. Do faktu, że jubileusz 30-lecia odbywa się właśnie teraz czyli w roku 2008 też można dorobić całkiem sensowną teorię. Moja brzmi tak. Rok 1978 był w historii zespołu bardzo ważny i wyjątkowy. W tym właśnie roku miał miejsce pierwszy ogólnopolski występ, na poznańskim "Folk-Blues Meetingu" i to od razu z wielkim sukcesem. Potem jesienią tego samego roku występ na "Wielkopolskich Rytmach Młodych" w Jarocinie. I znowu sukces (nagroda dla zespołu i indywidualna dla Skiby). Listopad 1978 przy wielkim udziale organizacyjnym Kasy Chorych startuje "Jesień z bluesem". Pamiętajmy również, że 4 czerwca 2008 przypada 25 rocznica śmierci Ryśka "Skiby" Skibińskiego. Wszystko to, organizację urodzin w 2008 roku w pełni uzasadnia. Tyle mojej teorii.
Jasno trzeba powiedzieć, że gdyby nie wielka przychylność
Prezydenta Miasta oraz osobiste zaangażowanie Tomka Karkoszki koncert
mógłby się znowu nie odbyć. Ale dość tego wstępu.
Prowadzący koncert, Przemek Draheim, jako
pierwszego wykonawcę zapowiedział Martynę Jakubowicz z
zespołem. Pomimo tego, że
było dobrze po 18-tej słońce ostro świeciło prosto na scenę.
Publiczność stała w cieniu rzucanym przez pobliskie kamienice jednak
muzycy smażyli się na scenie jak na patelni. Było tak gorąco że
akordeonista
musiał schować się za parawanem w trosce o stan swego instrumentu
(muzycznego oczywiście). Pomimo skrajnie niekorzystnych warunków
atmosferycznych Martyna zagrała bardzo dobry koncert, gorąco (nie tylko
ze względu na pogodę) przyjęty
przez publiczność. W dalszym ciągu podtrzymuje swoje zachwyty nad tym
co aktualnie prezentuje na scenie Martyna ze swoim zespołem jakie mam
po ostatniej "Jesieni z Bluesem". Martyna oraz Jasiu Gałach na
skrzypcach i Paweł
"Muzzy" Mikosz na basie to gwarancja muzycznego wydarzenia. I tak w
istocie było.
Kolejny zaproszony gość to Easy Rider.
Zespół-legenda dorównujący
stażem lubilatowi. W składzie tego zespołu był swego czasu Cezary
Czternastek, który potem pojawił się w składzie Kasy Chorych. Easy
Rider zagrał ogniście i dynamicznie. Mieszanka standardów m.in. "Babe
please don't go", "Black magic woman" i własnych kompozycji
pochodzących z różnych okresów działalności zespołu. Andrzej Wodziński
"piłował" slidem że aż miło.
Potem na scenie pojawiła się Kasa Chorych w
mieszanym "staro-nowym"
składzie. I tak za perkusją usiadł Mirek Kozioł, na instrumentach
klawiszowych zagrał Marek Kisiel a na gitarze Włodek Dudek. Resztę
składu uzupełnili Jarek Tioskow, Michał Kielak i Marek Szerszyński. W
ich wykonaniu usłyszeliśmy stare, klasyczne utwory Kasy Chorych takie
jak : "Blues chorego", "Blues córek naszych", "Lutek pogromca lwów",
"MPO Blues, "Blues bez pieniędzy", "Przed nami drzwi zamknięte".
Kolejnym z zaproszonych gości była silna
reprezentacja zespołu "Harlem" czyli
Ryszard Wolbach i Krzysztof "Dżawor" Jaworski. Duet najpierw wykonał
kilka utworów z repertuaru zespołu "Harlem" by potem uzupełniony o
Grzesia Kluczyńskiego,
Marka Szerszyńskiego, Mirka Wiechnika i Jarka Tioskowa zagrać "kasowe"
numery takie jak "Sobą bądź" i "Jest ok". Szczególnie pięknie zabrzmiał
ten pierwszy. Sam w sobie jest pięknym, majestatycznym bluesiorem a
dodatkowo "doprawiony" wokalem Ryśka Wolbacha zabrzmiał wybornie.
Nawiasem mówiąc kiedy na scenie byli tylko Ryszard Wolbach i Krzysztof
"Dżawor" Jaworski czyli w sumie dość skromny "aparat wykonawczy"
zabrzmieli niebywale. Dwie gitary i wokal ale wiele zespołów w pełnym
składzie osobowym nie zabrzmi tak jak oni.
Kolejna zmiana na scenie. Ryśka Wolbacha
zastępuje harmonijkarz Tomek
Kamiński. Zespół w takim składzie gra m.in. "Puls", "Obserwator".
Kolejna zmiana. Na harmonijce w utworze "Historia o ptaku który
odleciał do Boga" pojawia się Sławek Pyrko.
To już prawie nowa świecka tradycja - kiedy zespół gra ten utwór w
Białymstoku lub odległości do 50 km partie harmonijki gra zawsze
Sławek. Kolejna zmiana - na scenie pojawia się Adam Kulisz i Michał
Kielak. W
wyniku tej roszady na scenie mamy aktualny skład Kasy Chorych wsparty
gitarą
i wokalem Adasia Kulisza i gitarą "Dżawora" czyli 4 gitary na scenie !!
Grają "kasowego" "Gdybym tak spotkał" (Adam pięknie na wokalu) a potem
kilka numerów Kulisza m.in. "Boogie man", "W moim domu blues".
Ze
wstydem muszę przyznać że pierwszy raz widziałem Adama na żywo na
scenie ale za to kolejny już raz muszę przyznać z dumą i radością, że
wielka i wyjątkowa to postać na naszej bluesowej scenie. Pełna
autentyczności i szczerości muzycznej - taki po prostu nasz
"śląsko-polski". Na wielki finał wyszli prawie wszyscy którzy tego
wieczora pojawiali
się na scenie czyli :
- na gitarach : Włodek Dudek, Krzysztof "Dżawor" Jaworski, Grzegorz
Kluczyński, Adam Kulisz, Andrzej Wodziński , Jarek Tioskow (6 gitar na
scenie !!)
- na harmonijkach : Michał Kielak, Tomek Kamiński, Sławek Pyrko
oraz Jasiu Gałach na skrzypcach i sekcja w składzie : Mirek Wiechnik -
perkusja, Jacek Gazda - tamburyn, Marek Szerszyński - gitara basowa.
Kosmos. Zagrali utwór pt "Kasa Chorych". Kawałek ten to ogniste boogie
oparte na rytmie "On the road again" zwyczajowo kończący kiedyś i dziś
koncerty "Kasy Chorych". Wybitnie nadaje się on do takiej "Wielkiej
Okolicznościowej Orkiestry Bluesowej".
Ruszyli powolutku jak ta
"Lokomotywa" z wiersza Tuwima, by z czasem nabrać rozpędu i w szalonym
tempie dojechać do końca. Piękne zwieńczenie niezwykle udanego
wieczora.
Potem wszyscy zainteresowani przenieśli się w gościnne progi Wojtka
Puchalskiego do jego pubu "Gryf" i tam kontynuowane było świętowanie.
Jak mawia Piotr Bałtroczyk "w pięknej i klimatyzowanej sali" do białego
rana trwało jam session. Wykonawców całe mnóstwo m.in. starszy jegomość
mówiący i śpiewający po angielsku. Był też taki moment kiedy
pochłonięty rozmową z Derfem w drugim końcu sali zostałem
zaintrygowany tym to co słyszę. Myślałem że to gra jakieś DVD.
Postanowiłem podejść do telewizora żeby zobaczyć kto tak pięknie gra.
Jakież było moje zdziwinie kiedy okazało się że to jest na żywo!!
Jedynym kogo rozpoznałem to był Jarek Tioskow na ... perkusji. Reszta
nie znana. I to jest piękne.
Niestety jubilaci musieli się
zbierać ponieważ
ok. 2 w nocy ruszali busem w Polskę aby zagrać kolejny koncert.

Niezamowite przeżycia muzyczne, wielu wspaniałych gości i tych na
scenie i tych na widowni, wspaniała pogoda. Jednym
słowem miodzio.
Kłaniam sie nisko do samej ziemi w podziękowaniu tym wszystkim
dzięki którym koncert mógł się odbyć.
I tak sobie pomyślałem, że to może nie jest głupi pomysł aby właśnie
w tym okresie (początek czerwca) , dokładnie w tym samym miejscu
zorganizować na stałe letni festiwal
bluesowy. Mam już nawet nazwę Festiwal Bluesowy "Skibowe granie".
Miejsce jest wyjątkowe : centrum miasta, ładne otoczenie w cienu
ratusza i okolicznych kamienic, wielofunkcyjny plac miejski po remoncie
(tu zimą wylewa się wodę i jest ślizgawka). Warto by o tym pomyśleć.
P.S. (Pod Spodem)
Jednym z prezentów jakie otrzymał szacowny jubilat był piękny obraz
autorstwa białostockiego
artysty plastyka Krzysztofa Koniczka pod
wieloznacznym tytułem "Nieskończony blues". Krzysztof Koniczek jest
autorem wielu "muzycznych" prac m.in okładki płyt, plakaty (w tym wiele
na "Jesień z bluesem").
Całość filmowała TVP Białystok (za kamerą pracowicie uwijał się
Krzysztof Gregorkiewicz - w swoim lepszym wcieleniu wokalista zespołu
"Bracia i Siostry"). Mam
nadzieję że materiał nie zostanie odstawiony gdzieś na półkę w
telewizyjnym archiwum tylko coś konkretnego z tego powstanie. Oby.
P.S. (Przypomniałem Sobie)
Wśród publiczności dostrzegłem znajomy i dawno nie widziany rekwizyt
(patrz zdjęcie obok). Niestety posiadacz tego znaczka nie chciał mi go
ani podarować ani sprzedać. W sumie to się mu nawet nie dziwię.
Tutaj można
obejżeć kilka zdjęć z koncertu.
Poniżej fragment koncertu, tu akurat utwór "Przed nami drzwi zamknięte"
Robert "Karambol" Trusiak - 7 czerwiec 2008
