
Moja przygoda z basem zaczęła się jakieś trzydzieści lat temu.
Starszy brat grał na basie, więc czasem podczas jego nieobecności
coś tam sobie pobrzdąkiwałem. Później jako kilkunastolatek
zrobiłem sobie pierwszą basówkę z trzonka od siekiery i kawałka dykty.
Młodzieńcze lata spędziłem grywając w różnych punkowych
kapelach, czasem na basie, czasem na szóstce wchłaniając spore ilości
różnych, czasem nie do końca spożywczych alkoholi i innych świństw.
Potem zaczęły mnie inspirować (znowu wpływ brata) takie kapele jak
YES, King Crimson, Genesis, Rush...
Po różnych perypetiach i zakrętach życiowych trafiłem do Ryczących
Czterdziestek w Białymstoku. Tam poznałem Jarka na jakimś jamie,
i w ten sposób trafiłem do Kasy Chorych.
I taka to je robota...